Deszczowa polana Urokliwe miejsce, odwiedzane najczęściej i najchętniej jesienią. Dziwnym trafem trawa w tej części lasu zawsze je mokra, od deszczu, mgły bądź rosy, a starsi okoliczni mieszkańcy doskonale wiedzą, że to właśnie w tym miejscu znajduje się najładniejsze i największe okazy grzybów. Trzeba jednak przychodzić po nie bardzo wczesnym rankiem, bo jeszcze zanim wybije południe, nie ma już żadnego jadalnego z grzybków. Nieobowiązkowy rzut kością k6: k1 - Wchodzisz w jakąś dziwaczną część lasu, przy której aż roi się od malutkich muszek, które momentalnie oblatują Cię i osaczają. Spróbuj im uciec. k2 - Dostrzegasz leżącą nieopodal młodą sarnę, a wokół niej niewielką kałużę krwi. Skutki działań myśliwych? Atak dzikiego zwierzęcia? Jeśli chcesz, spróbuj jej pomóc. Możesz zabrać ją do domu i zaopiekować się nią, w takim wypadku możesz dopisać ją do swojego ekwipunku. k3 - Nic się nie dzieje. k4 - Ale z Ciebie gapa! Przez nieuwagę, wchodząc na polanę, wszedłeś w pajęczynę. Teraz masz ją całą na twarzy. Upewnij się, że jej twórca nie czai się teraz gdzieś w Twoich włosach. k5 - Masz dzisiaj wyjątkowe szczęście, bo wśród trawy odnajdujesz bagienne ziele. Dopisz je do swoich surowców w aktualizacji. k6 - To chyba nie jest Twój dzień. Po kilku chwilach orientujesz się, że dziwna czarna plama, której wcześniej nie było na Twoim ciele, to kleszcz. Spróbuj się go pozbyć, zanim wgryzie się w Ciebie za mocno. |
Wiek : ∞
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru sekty satanistycznej
Sebastian Verity
ODPYCHANIA : 25
SIŁA WOLI : 24
PŻ : 192
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
WIEDZA : 8
TALENTY : 19
04 maja 1985 | wczesny poranek O ile do tej pory miał dużo na głowie, tak teraz zaczyna mieć wrażenie, że wszystko lada chwila zacznie mu się przelewać przez palce. W robocie ma na głowie kilka bieżących spraw, za czym nie przepada — nie dlatego, że miga się od pracy — do tego nie byłby zdolny — ale dlatego, że zdecydowanie woli system, w którym pierw kończy jedno, potem zaczyna drugie. Gwardia pod tym względem nigdy go nie rozpieszczała, a i sam też jest sobie winny, bo sam świadomie bierze na siebie zbyt dużo. Ale tym razem nawet jak na niego, ma tego po prostu za wiele. I oczywiście z niczego nie zamierza zrezygnować, zaliczając w to także treningi. Jeśli je teraz zaniedba, potem będzie pluć sobie w brodę. Teraz przecież bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje zadbać o swoją kondycję i umiejętności. Po ostatnich wydarzeniach czuje się zbyt słaby, by nie myśleć ze wstydem o minionej walce. Czuje się, jakby nie zrobił nic. Od porażki dzieliła go tylko jedna nieudana obrona — na szczęście umiejętności go nie zawiodły, ale nie jest na tyle próżny, by sądzić, że nie mogło wydarzyć się inaczej. Musi być silniejszy i zyskać więcej niż jedną możliwość obrony. Musi być wystarczająco szybki, by zdołać unikać ataków, a przede wszystkim, by móc kogoś osłonić. Na tym przecież przede wszystkim polega jego praca — jeśli jakiś kapłan zostanie ranny przez to, że Sebastian był zbyt wolny, by go ochronić, a magia nie zdoła nabrać mocy, nie będzie miał usprawiedliwienia. Musi zrobić tak, by być w stanie pracować nienagannie. To jego, i tylko jego, odpowiedzialność. Na wspólny trening z Charliem zgadał się całkiem spontanicznie, jak to często już bywało. Miejsce zostało wybrane już bardziej przemyślanie — żaden z nich nie przyjeżdża tu po to, by sobie pobłażać i iść na łatwiznę, dlatego właśnie padło na deszczową polanę. Mokry, śliski grunt będzie dodatkowym utrudnieniem, dzięki czemu, gdy będą później wykonywać te same ruchy na normalnym podłożu, będzie im dużo łatwiej i znacznie mocniej odczują efekty treningu. Sebastian chętnie skorzysta z każdej możliwości, by przyspieszyć proces samodoskonalenia, bo nie ma czasu, by się mozolić. — Orlovsky — wita się zwyczajem gwardzistów, podając Charliemu dłoń w krótkim, pewnym uścisku. — Jak tam? Słyszałem, że dowodzisz podczas mszy. Kogo ci dali? — zagaduje jeszcze luźno, zanim przejdą do konkretów. Konsekwencje po evencie: 3 - nic się nie dzieje k6 na losowe zdarzenie zgodnie z mechaniką lokacji |
Wiek : 49
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : North Hoatlilp
Zawód : Starszy Oficer (Protektor), Czarna Gwardia
Stwórca
The member 'Sebastian Verity' has done the following action : Rzut kością 'k6' : 1 |
Wiek : ∞
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru satanistycznej sekty
Charlie Orlovsky
ODPYCHANIA : 22
WARIACYJNA : 6
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 197
CHARYZMA : 2
SPRAWNOŚĆ : 19
WIEDZA : 3
TALENTY : 13
Kiedyś zostało napisane, że ulubiona pora roku Charliego Orlovsky'ego był maj. Słońce na dobre przedarło się przez marcowo-kwietniowe chmury a przed jego domem zakwitł jeden z krzewów - nie miał pojęcia, co to było, nigdy przesadnie nie dbał o teren wokół Pasadeny. Myśli kumuluje gdzieś w okolicach drążka do podciągania, który zamontowany jest między framugą drzwi sypialni; w którymś momencie czuje palenie rozgrzanych mięśni, ale nie przestaje, dopóki nie podciągnie się założoną ilość razy. Poranna rutyna wymaga swoich małych poświęceń, ale pomaga ustawić jakiś porządek dnia. Nawet, jeśli miał być jedynie iluzoryczny i nieprawdziwy. Plany przecież nigdy nie wypalały. Echo wydarzeń z końca lutego zdawało się nieco przycichnąć ale dobrze wiedział, że to wcale nie jest koniec. Jeśli cokolwiek podobnego się powtórzy, musieli być gotowi, a rozmowa z Williamsonem w kręgielni wyłoniła marny, choć wstępny plan. Gdyby powtórzyła się możliwość złapania tego czegoś, podstawowe umiejętności nie wystarczą. Nie, jeśli chcieli przeżyć i nie - jeśli braliby pod uwagę, że osoba, która się podłoży, ma mieć jakieś szanse. W tych okolicznościach nadchodząca msza i przypilnowanie kapłanów wymagały dodatkowych przygotowań. Barnabas wiedział, jak wywołać odpowiednią presję i nacisk. Nawet, jeśli wcale nie musiał tego robić. Deszczowa polana miała to do siebie, że nawet słoneczny maj nie był jej straszny. Ziemia tutaj była zawsze grząska, jak po ulewie, o wywrotkę nie było trudno. Verity już jest na miejscu, zwarty i gotowy. I z kijem w dupie, pomyślałby, gdyby go wcale nie znał. Krótki uścisk dłoni, chwilowy dyskomfort spowodowany brakiem palca. Wciąż był się z myślami; załatwienie nowego będzie nieetyczne, ale być może konieczne. - Ta... - bąknął przeczesując jasne włosy palcami. - Carter i Morley - biorąc pod uwagę pierwsze nazwisko był pewien, że dowodzenie w którymś momencie rozdzieli się na dwa. Będzie musiał to dobrze zaplanować. - Będziemy musieli obstawić wejścia. Wziąłbym jeszcze kilku świeżaków. Woah! - postapił krok w tył, kiedy do Verity'ego zleciało się stado much. |
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Wallow
Zawód : Gwardzista - protektor
Stwórca
The member 'Charlie Orlovsky' has done the following action : Rzut kością 'k6' : 5 |
Wiek : ∞
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru satanistycznej sekty
Sebastian Verity
ODPYCHANIA : 25
SIŁA WOLI : 24
PŻ : 192
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
WIEDZA : 8
TALENTY : 19
Kiwa krótko głową na odpowiedź Charliego. Mają jeszcze trochę czasu do mszy, jednak przygotowania i planowanie powinni zacząć jak najwcześniej. To nie jest wydarzenie, na którym mogą pozwolić sobie na błędy. Powinni opracować strategię i przygotować się na ewentualność przeróżnych scenariuszy. Po wydarzeniach z 26 lutego Sebastian przeczuwa, że wszystko może się zdarzyć. Kolejny jeźdźca został uwolniony, a wrota piekła zostały rozchylone szerzej. Na dodatek są jeszcze wyznawcy Lilith, którzy — choć dotąd nic takiego się nie działo — mogą mieć swoje haniebne motywy, aby zakłócić przebieg mszy. Podążają za zdrajczynią, która utraciła swoje miejsce w piekle, nie mają więc dłużej powodu, by wspierać Kościół. O ile w ogóle dotąd to robili. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i odór śmierci krążący nad nimi, nic dziwnego, że dowództwo na każdym kroku kładzie nacisk na to, jak ważna jest ta msza i przygotowanie do niej. Już ma odpowiadać, kiedy Charlie wieńczy swoje słowa nagłym „woah”, a Sebastian orientuje się, że został ofiarą wściekłego ataku… much? — Kurwa mać. — Cofa się ze zmarszczonymi w niezadowoleniu i dezorientacji brwiami, bo za cholerę nie ma pojęcia skąd to robactwo się wzięło i czego od niego chce. — Ventus — rzuca w pierwszym odruchu, a czar skutecznie odrzuca rój robactwa. — Tak — wraca do tematu, jakby nic się nie wydarzyło, dobijając jeszcze zbłąkaną muszkę na swoim ramieniu. — My zajmiemy się środkiem. — Zapewne w nadchodzącym tygodniu zajmie się rozplanowywaniem obowiązków i w najbliższym czasie roześle wytyczne do osób, które ma pod sobą. Musi też przemyśleć kwestię tego chaosu, który tworzy się w jego głowie, gdy tylko wejdzie w tłum ludzi. Na mszy będzie cholernie tłoczno. Jest dowódcą, nie może zacząć ochrony kardynała od omdlenia. A jeśli już miałoby się to przytrafić, musi mieć pewność, że będzie przy nim ktoś, kto natychmiast go ocuci. Skoro o tłumach i nieprzyjemnych incydentach mowa, a padło nazwiska Morleya, nie sposób przemilczeć to, co stało się wczoraj. Cóż, nikt nie powinien próbować udawać, że nic się nie stało i Sebastian nie wstrzymuje wyrazu powątpiewania na swojej twarzy. Nie ma nic do Morleya, to dobry dzieciak, ale... — Morley... Dopuścisz go? — Nie sugeruje, że nie powinien, jest po prostu ciekaw zdania Charliego na ten temat. To on dowodzi, więc jeśli jego — na ten czas — podwładny coś odwali, odpowiedzialność spadnie na niego. Sebastian nie do końca rozumie, czemu Morley został przydzielony do tak odpowiedzialnej misji. Przecież przełożeni muszą wiedzieć o jego przypadłości. Jeśli nie panuje nad nią — a tak to wyglądało na mszy — to jak może brać udział w ochronie samego kardynała? Co, jeśli sam stanie się dla niego zagrożeniem? Nie chce się wpierdalać Charliemu w robotę, dlatego niepytany powstrzymuje się od sugestii, sam jednak najpewniej ograniczyłby udział Morleya w misji do przygotowań, ewentualnie wyznaczył do obrony kościoła od zewnątrz. Nie są tu oczywiście po to, by dywagować przesadnie długo na tematy mszy — na to jeszcze przyjdzie odpowiedni moment, a teraz czas skupić się na tym, by być w stanie skutecznie obronić kardynała. Trening sam się nie zrobi. Szybki fajek na rozruch i można zaczynać. — To co, Orlovsky, nie będziemy się bawić w półśrodki, nie? Do utraty przytomności? — Chwila odpoczynku na glebie krzywdy im nie zrobi, a podczas prawdziwej walki nikt nie będzie pytać, czy aby nie mają już dość. Ventus (magia natury): 89 | udane |
Wiek : 49
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : North Hoatlilp
Zawód : Starszy Oficer (Protektor), Czarna Gwardia
Charlie Orlovsky
ODPYCHANIA : 22
WARIACYJNA : 6
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 197
CHARYZMA : 2
SPRAWNOŚĆ : 19
WIEDZA : 3
TALENTY : 13
Jego pojęcie na temat kowenów było zamazane, żeby nie powiedzieć wprost, że nikłe. Pogłoski o nich, jakie do niego docierały uznawał za mrzonki, a co za tym idzie, nie wiązał ich z nadchodząca mszą. Nie znaczyło to jednak, że stracił czujność - potrafił połączyć kropki; zbieżność dat i wydarzeń. Najbardziej jednak obawiał się nastrojów społecznych. Wieść o tym, że bramy kościelne zostały zamknięte podczas lutowych wydarzeń z tajemnicy poliszynela stawała się czymś, o czym mówiono coraz więcej. Spokój zawsze był względny i posiadał swoje ramy czasowe. Od kilkunastu tygodni można było mieć pewność, że ten okres właśnie się kończył. Delikatny powiew wiatru spowodowany zaklęciem Verity'ego rozwiewa mu jasną czuprynę, a muszki znikają. Sam odgonił ręką jedną, która wleciała mu prosto przed twarz. Leśne robactwo nie miało litości dla nikogo. Zrobił kilka kroków po podmokłym terenie, a mech i błoto zachlupotały pod jego stopami niemal z wesołością, jakby tylko czekały na to, aż któryś z nich się wywróci zanurzając nos w ziemi. - Na sprawdzanie każdego przy wejściu raczej nie możemy sobie pozwolić, choć to by było najwygodniejsze - stwierdził po chwili. - Trzeba będzie się skupić na początku na wchodzących do kościoła. Na zewnątrz też powinien ktoś być... - rozejrzał się po polanie, by po chwili odwrócić w stronę gwardzisty. Morley. To właśnie tutaj pojawiał się pierwszy problem. Zmiennokształtny, który ukrywał przed nimi wszystkimi swoją dolegliwość nie jawił się jako dobry materiał do pilnowania mszy. Z jednej strony Orlovsky rozumiał jego pobudki, musiało mu być ciężko. Z drugiej... w ich pracy wiele opierało się na wzajemnym zaufaniu. Jaką mógł mieć pewność, że w razie zagrożenia Morley zachowa zimną krew, skoro zaczął przemieniać się podczas zwykłej ceremonii pogrzebowej? Z drugiej strony, jaką mógł mieć pewność, że on sam nie... wyrzucił tę myśl z głowy tak, jak robił to cały czas. - Nie wiem - przyznał szczerze, rozkładając ręce. Orzech był ciężki do zgryzienia. Mógłby spróbować poćwiczyć z Richiem kontrolę, jednak tak naprawdę nie miał pojęcia, jak to jest ze zwierzęcopodobnymi. Czas nie był sprzymierzeńcem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że powinien powiedzieć o chłopaku szefostwu i to im zostawić całą sprawę. Nie chciał jednak tego robić. - Cały czas się nad tym zastanawiam. Wpuszczanie go w tłum ludzi nie jest dobrym pomysłem - wyglądało na to, że w tej kwestii się zgadzali. Westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią. Nic tu nie szło tak, jak powinno. Wtedy, gdzieś koło buta zauważył niewielką roślinę, która... schylił się, by ją zerwać. Bagienne ziele; schował je do kieszeni. W końcu klasnął w dłonie, stając naprzeciw Sebastiana. Nie przyszli tu rozmawiać, żaden nie wziął ze sobą termosu z kawą i filcowego, kraciastego koca. - Mam nadzieję, że czytałeś dziś swój horoskop i wiesz, że wrócisz do domu połamany? - uśmiechnął się do niego kącikiem ust. Był pewny, że z nim wygra? Takich rzeczy nigdy nie był pewny. W ostatnim czasie prześladował go wyjątkowy pech. - Jesteś baranem? Czy panną? Bez tarcz? Co ty na to? - pomysł był tak dobry, jak zamknięcie ostrego dyżuru na czas sylwestrowej nocy. Delikatny ruch nadgarstka i ciepło magii przepływającej przez żyły i tętnice. - Acuspina... rzut: Ascupina (45); 75 + 6 = 81 idziemy się prać do kostnicy |
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Wallow
Zawód : Gwardzista - protektor
Sebastian Verity
ODPYCHANIA : 25
SIŁA WOLI : 24
PŻ : 192
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
WIEDZA : 8
TALENTY : 19
To prawda, nie mogą sobie pozwolić na sprawdzanie każdego — to nie tylko podniosłoby oburzone głosy tam, gdzie już kiełkuje ziarno zwątpienia w metody Kościoła, ale także potwierdziłoby obawy, że dzieje się coś złego i jest się czym martwić. Tam, gdzie gwardia przestaje działać w cieniu, a zaczyna wyłazić na powierzchnię, musi się przecież coś dziać. Jeśli do tej pory na żadnej mszy nie kontrolowano tego, kto dokładnie wchodzi do kościoła, jak mieliby wyjaśnić, że teraz jest inaczej? Obecność kardynała mogłaby być wystarczającym powodem dla niektórych, ale dla wielu nie będzie to żadne wyjaśnienie. Ludzie wyjątkowo mocno reagują na próby ograniczenia ich swobody, dlatego Sebastian nie wątpi, że takie działania kontrolne mogłyby podnieść rumor i wzbudzić zaniepokojenie. Muszą działać ostrożnie. — Odezwę się jeszcze do ciebie w tej sprawie bliżej mszy. Rozsądnie będzie mieć jedną strategię. — Podczas samego wydarzenia powinni skupić się na ograniczonej liczbie osób, które mają pod sobą, aby zachować klarowność rozkazów i kontrolę nad tym, co się dzieje, ale przedtem jako dowódcy muszą ustalić wspólny front, żeby później nie wchodzić sobie w drogę i nie ulec podstawowym błędom przez najzwyklejszy brak zorganizowania. Kwestia mszy i Morleya na ten czas musi odejść na bok, z czym najwyraźniej obaj się zgadzają. Parska na dogryzki Charliego, ściągając z ramion polar, który mógłby ograniczać ruchy. Poranek jest rześki i chłodny, ale jest pewien, że już po pierwszych minutach sparingu przestaną to odczuwać. — A ty, Orlovsky? — również postanawia się zainteresować znakiem zodiaku swojego przeciwnika, przygotowując się na pierwszy atak. — Na pewno nie strzelcem — domyśla się. Gdyby istniał taki znak zodiaku, to powiedziałby, że świnią — liczba palców się zgadza. Kostnica → |
Wiek : 49
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : North Hoatlilp
Zawód : Starszy Oficer (Protektor), Czarna Gwardia
Sebastian Verity
ODPYCHANIA : 25
SIŁA WOLI : 24
PŻ : 192
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
WIEDZA : 8
TALENTY : 19
→ Z kostnicy Reakcje Sebastiana są mocno opóźnione. Nogi ma zaparte w glebę i chyba tylko to błoto sprawia, że jeszcze się nie chwieje. Wie, że walka jest już przesądzona. Mogliby ją w tym momencie przerwać, mogliby oszczędzić sobie zachodu z cuceniem i leczeniem. Pewnie, że by mogli. Ale umówili się inaczej. W walce nikt nie miałby nad nimi litości. Sparing rządzi się swoimi prawami — jasne. Ale to też jest umiejętność — wystanie do samego końca, znalezienie w sobie sił, aby się nie poddać, aby odnaleźć determinację, by utrzymać się na nogach tak długo, jak to możliwe. Czasem nic to nie da, a czasem będą to te sekundy czy minuty, których potrzebuje wsparcie, aby dotrzeć do celu. Muszą umieć wytrwać w bólu i zahartować się na tyle, aby zawroty głowy i lejąca się z nosa krew nie były w stanie zwalić ich w jednej sekundzie z nóg. Bo mogłyby. Kiedy dostaje w nos raz, a potem drugi w szczękę, już nawet gęste błoto nie trzyma go w miejscu. Cofa się kilka kroków i zgina niemal w pół, a dłoń, której konturów już niemal nie umie wychwycić, samoistnie odnajduje rozciętą wargę i zakrwawiony nos. Metaliczny smak rozlewa się w ustach, a mdłości podchodzą do gardła, gdy świat zaczyna dwoić się w oczach, a ciało odmawia posłuszeństwa. Nie jest pewien, co trzyma go na nogach, ale wie, że ciężko przez lata na to pracował. Właśnie na to, by teraz, w tym momencie, gdy czuje, że już nie da rady… dać radę. Nawet jeśli finał jest znany. Jego twarz musi wyglądać dość makabrycznie, kiedy wytęża resztkę sił, aby unieść półprzytomne spojrzenie na Charliego. Jeszcze gorzej musi to wyglądać, gdy podejmuje chwiejny krok w jego stronę, choć nawet nie jest pewien, czy dojdzie. Do utraty przytomności — mówili. Dokończ, powiedziałby, gdyby tylko był w stanie wydobyć z siebie głos. Mówi za niego pięść, która próbuje odnaleźć szczękę Charliego, choć zdecydowanie brakuje jej impetu. 12/192 PŻ (-175 P, -5 M) Efekty: szybkość +5, -40 do rzutu K100 (utrata punktów życia) Cios średni, twarz: K100 + 20 + 9 (st. 60) | Do wyrzucenia: 71 Cios średni, twarz: K100 + 20 + 9 (st. 60) | Do wyrzucenia: 71 Obrażenia x2: 9 + (2k10 / 2) |
Wiek : 49
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : North Hoatlilp
Zawód : Starszy Oficer (Protektor), Czarna Gwardia
Stwórca
The member 'Sebastian Verity' has done the following action : Rzut kością #1 'k100' : 58, 29 -------------------------------- #2 'k10' : 9, 10, 10, 5 |
Wiek : ∞
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru satanistycznej sekty
Charlie Orlovsky
ODPYCHANIA : 22
WARIACYJNA : 6
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 197
CHARYZMA : 2
SPRAWNOŚĆ : 19
WIEDZA : 3
TALENTY : 13
Walka z Verity'm nie należy do najłatwiejszych. Sama szamotanina na wilgotnej ziemi była mocno męcząca - obaj już teraz sapią jak stare parowozy. Który wpadł na to, żeby jechać tutaj, zamiast zejść do sali treningowej? Nie pamiętał. Zmoczone, brudne obrania kleiły się nieprzyjemnie do ciała krępując niektóre ruchy. Z bólem im do twarzy, ten maluje się kroplami potu, krwi i ziemi na ich twarzach. Orlovsky spluwa gdzieś obok siebie i daje starszemu gwardziście kilka sekund. widzi, że ma dość, ale umowa, to umowa. Dobrze wie, że jeśli przerwie teraz trening, Verity przez następny tydzień będzie miał muchy w nosie. Może to też kwestia honoru. Zmroczony Sebastian zaciska pięści - duma nie pozwala mu tak po prostu paść na ziemię, i słusznie. Bo obaj wiedzą, że faktyczna walka trwa do samego końca. Próbuje zadać pierwszy cios, ale Charlie uchyla się płynnie, krzywiąc nieco pod nosem - obita o kamień łopatka wcale nie zamierza mu niczego ułatwiać. Przed drugim z ciosów uchylić się znacznie łatwiej. Spojrzenie Sebastiana mówi jasno, kończ waść. Prawda jest taka, że obaj się dziś nieźle poobijali i obaj to odchorują; ten drugi bardziej, nawet po użyciu magii. Zaciska pięść i zadaje ostatnie uderzenie, lewy sierpowy; miał być hak, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Verity padł, a Orlovsky strzepnął rękę zerkając na zaczerwienione knykcie. Pochyla się i opiera dłonie na kolanach, oddychając ciężko. Jeszcze moment, jeszcze chwila nim zajmie się pokonanym. Serce uderza mocno, ciało zaczyna stygnąć po wysiłku, adrenalina powoli zaczyna znikać. - Sanaossa - mówi w końcu klękając przy nieprzytomnym Verity'm. Pysk mu spuchnie, jak nic. Jemu z resztą też. Najpierw muszą obaj stąd wrócić. W najgorszym przypadku, do szpitala. PŻ: 94 cios średni, twarz (60): 19 + 20 + K73 obrażenia: 19 + (5 + 9/ 2) x2 Sebastian: 12 - 26 = fatality Sanaossa (50): K100 |
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Wallow
Zawód : Gwardzista - protektor
Stwórca
The member 'Charlie Orlovsky' has done the following action : Rzut kością 'k100' : 11 |
Wiek : ∞
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru satanistycznej sekty
Sebastian Verity
ODPYCHANIA : 25
SIŁA WOLI : 24
PŻ : 192
CHARYZMA : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
WIEDZA : 8
TALENTY : 19
Przyjdzie czas na przeanalizowanie tej walki. Dobrze zaczął, źle skończył. Gdzie dokładnie popełnił błąd? Był za wolny, a może jego ciosy zbyt słabe? Źle celował? A może po prostu powinien pogodzić się z tym, że w starciu z młodym, zdrowym facetem, on jest już na przegranej pozycji? Nie. Nie pomyśli tak, choćby i za dziesięć, choćby i za dwadzieścia lat. Nie jest jeszcze na tyle stary, by odczuwać to w każdej kości. Nie jest na tyle zmęczony, by nie móc pracować nad swoją werwą, ciałem, siłą. To jest ten błąd — miał tyle pracy, obowiązków i tak dużo na głowie, że zaniedbał porządny trening. Trenował innych w sztukach walki, ale zignorował potrzeby własnego ciała — mięśnie się zastały, gdy zbyt długo nie stawiał im wystarczających wyzwań. Nawet jeśli w walce stawia głównie na magię, musi pamiętać, by nie zaniedbywać ciała. Tę lekcję przyjmie dziś z pokorą. Widok musi być żałosny. Zaciska pięści i chwiejnie ku niemu idzie, ale nie trafia. Ani za pierwszym razem, ani za drugim. Nawet tego nie notuje w swojej świadomości. Wzrok rozmywa mu się przed oczami, twarz oblepia krew i gdyby coś wcześniej zjadł, być może właśnie przystroiłby błoto mało subtelnym dodatkiem. Na szczęście nie ma czego zwrócić, a Orlovski nie daje mu nawet czasu na torsje — kolejny cios pada na twarz, a rozmazany widok zmienia się w plamę czerni. Nie czuje upadku ani chłodu bijącego od błota, na które opada jego ciało. Jeden cios powoduje zupełną pustkę, całkowity mrok i brak świadomości. Zabija smak porażki — ten wróci dopiero później. Sebastian odpływa zupełnie i jest w tym coś błogiego. Lepiej teraz, gdy jest bezpieczny, niż później, na polu walki, gdzie utrata przytomności mogłaby kosztować go życie. Najważniejsze, to wyciągnąć z tego naukę. 0/192 PŻ (-187 P, -5 M) |
Wiek : 49
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : North Hoatlilp
Zawód : Starszy Oficer (Protektor), Czarna Gwardia
Charlie Orlovsky
ODPYCHANIA : 22
WARIACYJNA : 6
SIŁA WOLI : 9
PŻ : 197
CHARYZMA : 2
SPRAWNOŚĆ : 19
WIEDZA : 3
TALENTY : 13
Czas przyjdzie na wiele rzeczy, błędy będą analizować później. Za kilka godzin na ich twarzach rozkwitną siniaki, które sobie tak pieczołowicie ponabijali. Orlovsky przede wszystkim miał dobrą kondycję i porządne przeszkolenie. Doświadczenie mieli obaj Zaklęcie nie podziałało, znajome mrowienie nie rozbiegło się wzdłuż nerwów, nie poczuł niczego. Sebastian jak leżał na wilgotnej ściółce, tak leżał. Oddychał, jego klatka piersiowa poruszała się spokojnie, czyli nie umarł i chyba nie zamierzał tego robić. Charlie przetarł dłonią twarz i westchnął ciężko. - No tak, chuj mi w dupę... - powiedział do siebie i spróbował jeszcze raz - sanaossa… Tym razem poczuł wypływające zaklęcie w samych opuszkach palców. Nie silne, ale wystarczające, by Verity odzyskał przytomność. Odsunął się widząc, jak marszczy się zakrwawione, spocone czoło a usta wykrzywiają w bolesnym grymasie. Mnie też boli, stary. Wyciągnął ku niemu rękę czekając cierpliwie, aż ten będzie na tyle przytomny, żeby podnieść się na równe nogi; dopiero wtedy go pociągnął, pomagając wstać. - Jest okej? - zapytał ściągając łopatki; pokłosie uderzenia o kamień odczuje porządnie dopiero jutro rano, kiedy będzie wstawać z łóżka. Treningi nigdy nie były łatwe czy przyjemne. Często ktoś kończył dobity; tym razem po prostu trafiło na Sebastiana. Następnym razem pewnie trafi na Orlovsky'ego. - Breviter - ma zamiar, dobre chęci, rzucić na Verity'ego drugi czar, żeby załatać rozcięcia na jego ustach i łuku brwiowym, może w rozbitym nosie. Nim wrócą, muszą się jakoś poskładać do względnej kupy. Będą wyglądać jak obraz brudu, nędzy i rozpaczy, ale przynajmniej będą na chodzie. sanaossa (50): K54 Breviter (35): K100 |
Wiek : 35
Odmienność : Czarownik
Miejsce zamieszkania : Wallow
Zawód : Gwardzista - protektor
Stwórca
The member 'Charlie Orlovsky' has done the following action : Rzut kością 'k100' : 85 |
Wiek : ∞
Miejsce zamieszkania : Piekło
Zawód : Guru satanistycznej sekty